MUZYKOTERAPIA W SCHIZOFRENII
Dodane przez iza_muz1 dnia
Muzykoterapia pomaga zniwelować charakterystyczne dla schizofrenii objawy depresji, lęku i emocjonalnego wycofania. W przeprowadzonym w 4 szpitalach małym badaniu naukowcy z Londyńskiego College'u odkryli, że zachęcanie pacjentów do wyrażania samych siebie przez muzyką łagodziło ich symptomy chorobowe.

Wiedzieliśmy już od jakiegoś czasu, że leczenie psychologiczne może pomóc osobom ze schizofrenią, ale wcześniej wypróbowywano je tylko w okresach remisji. (...)

Rozszerzona zawartość newsa
 Muzykoterapia pomaga zniwelować charakterystyczne dla schizofrenii objawy depresji, lęku i emocjonalnego wycofania. W przeprowadzonym w 4 szpitalach małym badaniu naukowcy z Londyńskiego College'u odkryli, że zachęcanie pacjentów do wyrażania samych siebie przez muzyką łagodziło ich symptomy chorobowe.

Wiedzieliśmy już od jakiegoś czasu, że leczenie psychologiczne może pomóc osobom ze schizofrenią, ale wcześniej wypróbowywano je tylko w okresach remisji. Nasze studium wykazało, że muzykoterapia stanowi skuteczną metodę pracy także podczas nawrotów — powiedział dr Mike Crawford, autor tekstu opublikowanego na łamach British Journal of Psychiatry.

Farmakoterapia schizofrenii koncentruje się na eliminowaniu objawów, ale leki mogą wywoływać skutki uboczne, takie jak tycie, zwiększone ryzyko cukrzycy i dysfunkcji seksualnych.

Pacjenci w omawianym studium byli leczeni standardowo albo do tego standardu dodawano jeszcze muzykoterapię, składającą się z 12 sesji. Zachęcano ich do wyrażania siebie przy użyciu różnych instrumentów.

Okazało się, że większą poprawę odnotowano w grupie biorącej udział w muzykoterapii (chociaż badaczom nie udało się całkowicie wyeliminować lub kontrolować innych czynników, np. nasilenia choroby, a całe zagadnienie wymaga dalszych testów na większej próbie).

Autor: Anna Błońska
Źródło: Kopalniawiedzy.pl


KOMENTARZ


Informacja o korzystnym wpływie muzykoterapii na pacjentów schizofrenicznych nie jest czymś nowym dla muzykoterapeutów. Muzykoterapia na oddziałach psychiatrycznych od wielu lat stosowana jest w niektórych ośrodkach medycznych w Polsce, zwłaszcza we Wrocławiu i Warszawie. Najczęściej ordynowana jest w drugim okresie leczenia, tj. po wyrównaniu stanu psychicznego pacjenta za pomocą środków farmakologicznych; mówiąc najprościej, stosowana w okresie, gdy dochodzi do względnego przywrócenia równowagi pomiędzy procesami pobudzenia i hamowania.

Z kolei z doniesień angielskich badaczy i klinicystów wynika, że terapię dźwiękiem można stosować również w stanach psychotycznych; terapia polega nie tyle  na słuchaniu ustrukturyzowanych utworów muzycznych ( np. Bacha, Vivaldiego, Haydna, Haendla, czy Mozarta), co na aktywnym  kontakcie z muzyką - z użyciem instrumentów muzycznych.

Odwołując się do dotychczasowych doświadczeń  i naukowych doniesień polskich muzykoterapeutów - klinicystów (zwłaszcza wrocławskich i warszawskich), którzy od przeszło 30 lat badają skuteczność muzykoterapii w leczeniu nerwic i psychoz,   efekty angielskich terapeutów można wytłumaczyć w następujący sposób:
 
 Niestety, nie wszyscy psychiatrzy podchodzą pozytywnie do terapii muzyką  Część z nich  albo nie wierzy w skuteczność tej metody "leczenia", albo wręcz się jej obawia. Jednak jak wynika z moich obserwacji, większość przytaczanych przez nich kontrargumentów, nosi  bardziej znamiona intelektualizacji ,racjonalizacji, czy po prostu zwykłych spekulacji, niż opiera się na kazuistyce, czy naukowych faktach.Część z nich nie orientuje się również w programie kształcenia studiów muzykoterapeutycznych, a kompetencje muzykoterapeutów ocenia wyłącznie poprzez pryzmat własnych umiejętności.

Co ciekawe, większość z nich szczególnie nieufnie podchodzi do aktywnych form muzykoterapii, opartych na improwizacji instrumentalnej. Prezentują całkowicie biegunowo odmienne postawy do tych, które można zaobserwować wśród angielskich uczonych i polskich psychiatrów- terapeutów - ze wspomnianych przeze mnie wcześniej warszawskich i wrocławskich ośrodków.

Pewna grupa psychiatrów wyraża obawę, że dźwięki instrumentów perkusyjnych (zwłaszcza marakasów, czy bębnów) mogą pacjenta zdekompensować i wywołać nawrót urojeń /halucynacji, np. słuchowych. Z tymi obawami nie mogę się zgodzić, gdyż przeczą temu wieloletnie doświadczenia muzykoterapeutów - praktyków.

Po pierwsze - choroba nie tkwi na zewnątrz pacjenta, tylko w nim samym; to nie dźwięk może być źródłem urojeń, tylko procesy, jakie zachodzą w mózgu pacjenta; poza tym czynnikiem wydobywającym rozwijające się od dłuższego czasu stany psychotyczne równie dobrze może stać się każdy innym bodziec, np. wizualny - plama atramentowa, czy mina lekarza; czy  w takiej sytuacji psycholog, czy lekarz będzie rezygnować z badania pacjenta?

Po drugie - na zajęciach muzykoterapeutycznych, prowadzonych przez specjalistę, nie istnieje coś takiego, jak chaos dźwiękowy; nawet jeśli w grupie przeważają pacjenci improwizujący na "szumiących" marakasach, to nie może być mowy o bezkształtnej plamie dźwiękowej, gdyż wszystko odbywa się pod kontrolą terapeuty - terapeuta czuwa nad tym, aby rytm muzyczny, posiadał swoją strukturę; zatem to nie chaos panuje na zajęciach, lecz raczej chaos u odbiorcy - np. u lekarza, czy innego terapeuty - który z braku kompetencji muzycznych, nie potrafi różnicować słuchem i uwagą struktury dźwiękowej; na zajęciach muzykoterapeutycznych obowiązuje zasada: od chaosu - do struktury, od dezintegracji - do integracji; terapeuta jest od tego, by nadać porządek muzycznej improwizacji pacjenta, czyli zintegrować  pofragmentaryzowane komunikaty muzyczne.

Po trzecie - głośne dźwięki wydobywane na instrumentach, takich jak bębny, nie zagrażają wzrostem agresji pacjentów, gdyż próg pobudzenia osób psychotycznych, przyjmujących duże dawki leków psychotropowych, jest znacznie wyższy, niż u osób zdrowych, czy neurotycznych; pacjenci schizofreniczni potrzebują znacznie większej i silniejszej stymulacji, żeby cokolwiek poczuć, niż osoby wysoko reaktywne; zatem lęki personelu medycznego, że muzykoterapia na instrumentach może tylko pogłębić nadmierny poziom pobudzenia chorego są nadmiarowe i  wynikają raczej z ich podwyższonej  reaktywności na dźwięk, niż samego pacjenta (o  odmiennej reaktywności na muzykę personelu medycznego i pacjentów schizofrenicznych obszernie pisała dr Elżbieta Galińska w jednym ze swoich artykułów ).